Zadaniem podręcznika nie jest wskazywanie nauczycielom zajmującym się wychowaniem komunikacyjnym w szkole jak uczyć, lecz czego nauczyć w zakresie wyrobienia nawyku bezpiecznego poruszania się na drodze.

Żaden specjalista, nawet najwybitniejszy, w tej najbardziej popularnej dziedzinie jaką jest ruch drogowy, i chyba jednej z najtrudniejszych, nie jest w stanie efektywnie zastąpić pedagoga. On bowiem najlepiej zna potrzeby młodego człowieka i wie jak pobudzić jego wyobraźnię dla osiągnięcia właściwego skutku. Skutkiem tym jest niewątpliwie zrozumienie, że pokaźna dawka wiedzy z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego nie jest smutną koniecznością, lecz przeciwnie radosną potrzebą. Nic bardziej nie ucieszy, poza zdrowiem oczywiście, jak wiedza i umiejętności umożliwiające nie tylko znalezienie odpowiedzi na wiele skomplikowanych pytań, lecz pozwalające na wykorzystanie przyjętych rozwiązań w praktyce. Supozycją podręcznika jest więc zgromadzenie podstaw do pobudzenia owej wyobraźni zmierzającej do kształtowania i umacniania u młodego człowieka umiejętności przewidywania, która najskuteczniej uchroni go od czyhających niebezpieczeństw. Z tego zatem powodu zawartość merytoryczna podręcznika sprowadzona została do wyjaśnienia podstawowych definicji bezpieczeństwa ruchu drogowego, które towarzyszą całej ustawie  Prawo o ruchu drogowym.

Chodzi głównie o funkcjonowanie w praktyce trzech instytucji mających status gwarancji bezpieczeństwa, a mianowicie zasad „ostrożności”, „szczególnej ostrożności” i „ograniczonego zaufania” oraz ich wzajemnych relacji. Kiedy i w jakich okolicznościach należy je stosować oraz kto jest ich adresatem. Zagadnienie bardzo trudne, a zwłaszcza granice między „szczególną ostrożnością’ a „ograniczonym zaufaniem” tak dalece są płynne, że wielokrotnie trudno wyczuwalne nawet przez podmioty profesjonalnie zajmujące się prawnymi problemami ruchu drogowego.

Stąd się miedzy innymi biorą pomyłki sądowe w sferze podmiotowej, to znaczy niekiedy zostaje ukarany pokrzywdzony zamiast sprawcy wypadku drogowego. Wyrażam przekonanie, że uczenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego może stać się przyjemnością pod warunkiem ugruntowania w świadomości uczącego, że przedmiotowa wiedza leży w jego interesie. Od posiadanych bowiem wiadomości uzależnione jest w pewnym zakresie zachowanie na drodze, które w efekcie może uchronić w najlepszym razie przed odpowiedzialnością i cierpieniem fizycznym, a w najgorszym razie skutkiem dramatycznym w postaci śmierci uczestnika ruchu drogowego. Kierunek działania jest w zasadzie logiczny, nikt nie chciałby doznać krzywdy lub przysporzyć sobie cierpienia, a więc nie powinien czynić innym tego co jemu jest niemiłe.

Moim zdaniem kluczem do wyeliminowania każdego negatywnego skutku jest uświadomienie młodemu człowiekowi, iż na drodze występuje w różnej roli, a mianowicie raz pieszego, innym zaś razem kierującego. Pieszy w zetknięciu z pojazdem każdego kalibru jest zawsze w pozycji poszkodowanego fizycznie niezależnie od tego czy jest sprawcą zdarzenia, czy też w rozumieniu prawa jego ofiarą. Zatem jako pieszy powinien zrezygnować z pierwszeństwa przed pojazdem, jeżeli z jego oceny wynika, że nie jest bezpiecznie. W tym kontekście należy zadbać o wyrobienie u młodego człowieka, przez aranżację ćwiczeń, umiejętności dokonywania prawidłowej oceny odległości. Krótko mówiąc pokazać mu czy określona odległość od pojazdu stanowi gwarancję bezpiecznego przekroczenia jezdni. Nadto, zwrócić należy szczególną uwagę na chronologię czynności koniecznych do wykonania przed wejściem na jezdnię oraz sposób przechodzenia i operowania w tym czasie wzrokiem.

Kierującemu natomiast należy wpoić również przez ćwiczenia nawyk obserwacji prawej i lewej strony jezdni, zwłaszcza w miejscach uczęszczanych przez dzieci. Pokazać mu, że kiedy jedzie rowerem, czy motorowerem i widzi pieszego, powinien zdawać sobie sprawę, że tym pieszym on sam był godzinę wcześniej i będzie nim za godzinę. Zatem powinien postąpić tak, jak oczekuje tego od kierującego wówczas kiedy sam jest pieszym. Nie trzeba przekonywać pedagoga, że jest to kolejny etap pokonywania trudności w dotarciu do świadomości młodego człowieka.

Pierwszym jest przełamanie z natury rzeczy złego nawyku koncentracji uwagi na miejscu, do którego zmierza, kosztem miejsca, z którego nadciąga niebezpieczeństwo. Przykładowo, młody człowiek zbliżający się do przejścia przez jezdnię widzi po drugiej stronie stojącego kolegę, z którym natychmiast chce się podzielić wrażeniami doznanymi w ostatnich minutach, czy godzinach, a zatem jego pragnieniem jest możliwie najszybsze stanie u jego boku. W takiej sytuacji nie widzi niczego poza odcinkiem drogi prowadzącym prosto do kolegi. Należy zatem - i to jest zadanie nauczyciela - przekonanie go, że odsunięcie na bok rozwagi w działaniu może spowodować, iż nie zdoła zrealizować zamiaru nawet w ogóle, jeżeli przed dojściem do kolegi wpadnie pod samochód. Barierę tę można przełamać.

Natomiast poważniejszym zagadnieniem jest zły przykład dorosłego otoczenia, w szczególności rodziców, którzy naruszając zasady bezpieczeństwa ruchu wielokrotnie nie zdają sobie sprawy, jak wielką krzywdę wyrządzają swojemu dziecku, któremu od najmłodszych lat wpaja się obowiązek bezwzględnego posłuszeństwa i brania przykładu. Niewątpliwie należy tę tezę umacniać, ale w formie skorygowanej. Mianowicie posłuszeństwo może być wymagane jedynie w kategoriach pozytywnych, a żądanie brania złego przykładu jest naruszeniem prawa.

Kolorowanka Wychowanie komunikacyjne - apel do rodziców

Drodzy Rodzice !

W niezwykle szybkim tempie rośnie liczba wszelkiego typu pojazdów. Dlatego nauka właściwego zachowania w ruchu drogowym to dla naszych dzieci nie tylko poszerzenie wiadomości o otaczającym je świecie, ale i pomoc, która może uratować życie.

Więcej